3 największe paradoksy pracy na etacie

Poznaj 3 najwieksze paradoksy pracy na etacie i zmień ją na lepszą.

Pracuję zawodowo już tyle lat i w tak różnych miejscach, że książkę mogłabym o tym napisać.
A na pewno zaobserwowałam kilka, jak nie więcej ograniczeń z tym związanych. Dziś będzie o 3 największych paradoksach pracy na etacie. I zaznaczam od razu – tych, które ja zaobserwowałam osobiście.  A tezy o nich opieram na wyłącznie własnych doświadczeniach.

3 największe paradoksy pracy na etacie :

1. Ocena pracownicza.

Jesteśmy dorośli, pokończyliśmy już dawno szkoły i pożegnaliśmy bolesne szkolne wspomnienia, na temat wystawiania nam ocen przez nauczycieli, a jednak…
Ocena pracownicza to narzędzie stosowane dobrowolnie przez niektórych pracodawców ( w szczególności korporacje) lub narzucone przez określone przepisy.
Ja miałam to “szczęście” podlegać obowiązkowej ocenie jako pracownik korpusu służby cywilnej i samorządu terytorialnego, więc coś wiem na ten temat. I o ile taka ocena ma być narzędziem i papierową podkładką pod czyjś awans, to rozumiem. Sama w ten sposób awansowałam 🙂 Choć wnioskować o awans dla pracownika, można przecież w każdy inny sposób. Byleby był skuteczny. Ale taka ocena staje się często metodą na rozprawienie się z pracownikiem, który z jakiś względów nie pasuje przełożonemu. Można mu w ten sposób zablokować dostęp do rzeczonego awansu, czy innych świadczeń związanych z wynikiem oceny, np. w mojej firmie dofinansowanie dokształcania lub starania o podwyżkę.

Pracownik, który ma niższą ocenę, niż pozostali, dostaje automatycznie mniejsze nagrody lub podwyżki. Ale to, co mnie wkurza w tym najbardziej to, że ocena służy podkreśleniu osobistych cech czyjegoś charakteru. Oczywiście tych niezbyt pozytywnie ocenianych przez szefa. Wpływa ona na obniżenie samooceny i niezdrowe porównywanie się z innymi.
Według mnie, jest to narzędzie zbędne i nadużywane do okiełznania tzw, krnąbrnych pracowników.
Ja za każdym razem, choć ocenę mam zawsze pozytywną, czuję się w tej sytuacji traktowana jak dziecko w szkole.

Gdyby obok mnie siedziała osoba zatrudniona na umowę cywilnoprawną, wykonująca takie same lub podobne obowiązki, oceną nie byłaby jednak objęta. Bez względu na to, jak upierdliwą mogłaby być osobowością 🙂

2. I inne polecenia przełożonego …

…”Wykonywanie innych zadań powierzonych przez Kierownika Biura”…

Ciekawa jestem, czy jest ktoś, kto takiego zapisu w swoim zakresie czynności nie ma. Pod nim tak na prawdę kryje się wszystko. Choć teoretycznie te polecenia powinny być zgodne z zakresem działania komórki, w której pracujemy oraz posiadanymi kwalifikacjami. Ja osobiście stanęłam nie tak dawno w obliczu takiej sytuacji, gdzie musiałam udowadniać przełożonemu, że jego polecenie jest sprzeczne z tymi założeniami. Ale co stresu przeżyłam, to moje. Dlatego , dla mnie jest to kolejna formalna furtka do tego, żeby pracownika przymusić do czynności, które ma wykonać.

3. Praca 8 godzin dziennie.

Każda umowa o pracę musi zawierać tzw, informacje dodatkowe i są to między innymi wymiar czasu pracy, miejsce jej wykonywania i godziny w jakich ma być świadczona.
Kiedy ja zatrudniałam się w moim obecnym miejscu pracy, wiedziałam , że będę musiała podróżować służbowo wraz z noclegiem poza domem.  Podróże miały obejmować teren całego województwa, raz, góra dwa razy w miesiącu. Takie warunki przyjęłam. Po jakimś czasie sytuacja diametralnie się zmieniła i są to często cztery wyjazdy w miesiącu z noclegiem. Co tydzień spędzam jedną noc, czasem dwie poza domem. To dla mnie ogromna cena, jaką muszę płacić za to zatrudnienie. Mój wolny czas nie ma ceny. Jest on tak dla mnie ważny, jak moja osobista wolność. A przymusowe przebywanie w jakimś obcym miejscu, hotelu jest sporym ograniczeniem wolności.

I choć staram się maksymalnie korzystać z tej sytuacji, to nie zawsze jest to fajne miejsce lub warunki. Aby mogło mi rekompensować ten utracony czas.
Zapraszam was na moje stories na

Instagramie,

gdzie właśnie często wrzucam filmki z relacją z tych wizytowanych miejsc.

To przymusowe podróżowanie jest obecnie największą bolączką mojej pracy i motywuje mnie do jej zmiany.

Motywacja do zmiany pracy. 3 największe paradoksy pracy na etacie

Przedstawiłam Wam, według mnie, 3 największe paradoksy pracy na etacie.

Czy dorzucicie coś jeszcze do tej listy?

Podobało się ? - Kliknij, otrzymasz nowe posty
Nowe posty na email
Otrzymuj powiadomienia o nowych postach

23 thoughts on “3 największe paradoksy pracy na etacie

  1. Ja bym dodała jeszcze cele do zrealizowania, które czasami były dla mnie nieosiągalne i to że trzeba było pomagać też innym działom, choć nie miało się z nimi nic wspólnego.

  2. Dla mnie paradoksem są cele i jak pracuje 20 lat to nie spotkałam się jeszcze z sytuacją realnych celów a nie daj Boże idź po podwyżkę to zanim ci ją dadzą uczynią twoje cele nierealnymi szczególnie to właśnie nie podoba mi się w korporacjach

  3. Dorzuciłabym jeszcze pracowanie dla idei, bo przecież w niektórych zawodach się nie pracuje a misję pełni. Doskonale pamiętam długie godziny spędzane na robieniu pomocy naukowych, gazetek, kronik, prowadzeniu strony internetowej, a wszystko kosztem własnego życia prywatnego. Pozdrawiam.

  4. Oj wszystko to przerabiałam.
    Pracowałam w prywatnej przychodni.
    Mobbing, zastraszanie,praca po godzinach,ocenianie i premia dla pracownika według stworzonych przez szefową przepisów, straszenie zwolnieniem itp.
    Koszmar, wytrzymałam 12 lat. Zwolniłam się sama i był to jeden z najlepszych dni w moim życiu.Teraz pracuję na własny rachunek.
    Pozdrawiam!

  5. Dla mnie największym paradoksem pracy na etacie jest to, że wszystkim, ale totalnie wszystkim co jest związane z pracą trzeba się przejmować i traktować to poważnie, bo inaczej nie zależy ci na pracy. Eh…

      1. Chcą , szczególnie w dużych firmach,żebyś swój etat traktowałą jak własny biznes, zaangażował się emocjonalnie, ale to tak nie da rady.
        Ostatnio dyskutowałam mailowo z dziewczyną z dużej firmy, przy każdej jej na mailu odpowiedzi tkwiły ikonki oceny, masakra…

  6. Doskonale Cię rozumiem, ja po urodzeniu drugiej córki w ogóle nie wróciłam do pracy na etat i pracuję z domu. Minus jest taki, że głównie otrzymuję umowy o dzieło i na emeryturę muszę sobie odkładać sama w funduszu, a ubezpieczona jestem w zakładzie pracy męża.

  7. W ostatnich miesiącach równocześnie pracowałam na etacie i prowadziłam swoją firmę. Szczerze? Etatowa praca to pikuś z absurdami, z jakimi musi mierzyć się na codzień mały przedsiębiorca…

    1. Zgadzan się z Tobą całkowicie. Dorzucę jeszcze, wszechobecną i czesto bzdurą papierologię i kumoterstwo ( jest ono bardzo widoczne zwłaszcza w wiejskich zakładach pracy).
      Pozdrawiam serdecznie

  8. zgadzam się z nimi 🙂 U mnie jest też wiele bolączek związanych z etatem i tym dlaczego nie nadaje się na pracownika etatowego, ale to mogłabym napisać też osobny post. Dlatego otworzyłam własną firmę 🙂

  9. Ja akurat nawet jak pracowałam na etacie to nie miałam takich problemów (może poza “innymi czynnościami”), bo to była malutka firma. Nigdy nie pracowałam w większej i czasem myślę, że bym chciała, a czasem, że chyba jednak nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.